5 pomysłów na promocję czytelnictwa, których nie rozumiem

Jak to się dzieje, że kultura – matecznik kreatywności – nie ma szczęścia do dobrych kampanii reklamowych?

Gdy przychodzi do promowania takiego na przykład czytelnictwa okazuje się, że koncept najbliższy jest pomysłowi na reklamę, dajmy na to, dezodorantów. Czyli, najpierw zawstydzić, a potem pokazać, że dzięki dezodorantowi/książce staniesz się atrakcyjny. Żeby chociaż „intelektualnie atrakcyjny”, ale nie.

Drugim pomysłem na promowanie czytelnictwa jest porzucenie wszelkich subtelności, rezygnacja z zachęcania, pokazywania korzyści i pozostawienie czystego imperatywu. Nie czytasz? Coś z Tobą nie tak – znowu pojawia się odwołanie do wstydu.

Dla ilustracji tego smutnego zjawiska, mam dla Was 5 pomysłów na promocję czytelnictwa (kampanie, akcje oddolne, artystyczne, a nawet polityczne), których nie rozumiem. Dwa pierwsze nakazują, kolejne dwa kuszą, a ostatni? Sami zobaczycie, przekracza granice percepcji.

1. Czytaj!

Bardzo skuteczny przekaz. Jak w każdej reklamie, działa to przecież tak, że jak ktoś do mnie krzyczy: „Kup! ” to kupuję. Przedstawiciele Empiku dodają: “Poprzez nieco przerysowane pokazanie książek jako nieznaczących przedmiotów, w rolach dla nich deprecjonujących, urągających ich rzeczywistemu przeznaczeniu, chcemy wstrząsnąć odbiorcami i zawstydzić nieczytających”. Wstrząśnięci? Zawstydzeni? To idziemy dalej.

2. Bądź człowiekiem, czytaj!

Przekaz został wzmocniony. Teraz już wiecie, co jest stawką w grze – Wasze człowieczeństwo.

(W tym przypadku mamy do czynienia nie z komercyjną kampanią, a z akcją artystyczną – cyklem plakatów Jana Bajtlika).

3. Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka

Świetny przykład na to, że akcja może być oddolna, dobrze zrobiona, zdobywająca nagrody i służąca kompletnie nie wiadomo czemu. Taka akcja może mieć nawet misję: “Kochamy książki miłością prawie, że fizyczną. Chcemy zachęcać do odkrywania czytania na nowo – tym razem w kontekście nieco erotycznym. Aby ludzie widzieli się w intymnym towarzystwie książek. Żeby stawały się one elementem ich wizerunku. Nie ma nic bardziej sexy, niż fajna osoba, w fajnym łóżku z odpowiednią lekturą. Dlatego też chcemy pokazać książkę w nowej odsłonie – jako atrybut seksualny, decydujący o naszej atrakcyjności.”

Książka jako atrybut seksualny, decydujący o naszej atrakcyjności? Ok, przekonaliście mnie.

4. Bibliotekarz – zawód glamour

To narasta. Tym razem Miejska Biblioteka Publiczna w Morągu postawiła na „promowanie książki w sposób nietradycyjny” i „łamanie stereotypu na temat zawodu bibliotekarza”, co skończyło się popadnięciem w jeszcze gorszy stereotyp. Z deszczu pod rynnę.

 5. Książka zamiast marihuany

 

Walka o czytelnictwo trwa!

„Pragnęlibyśmy, aby Polacy – zwłaszcza młodzi, którzy coraz mniej czytają – mówiąc potocznie: „jarali się” literaturą, a nie marihuaną!” – mówi partia. Przecież wszyscy tego pragniemy – nic dodać, nic ująć.

Lista jest otwarta (uzupełniajcie śmiało) i wciąż pojawiają się nowe akcje. Chociażby ten świeży przykład strategii – sex sprzedaje czytelnictwo (znalezione przez @marcinwilkowski). Zachęcam też do przeczytania, poważniejszych niż mój, wpisów o promocji czytelnictwa na Okruchy KulturyjestKultura. Ja dzisiaj się wyzłośliwiłem i wiem, że trzeba będzie to odpokutować tekstem o dobrych pomysłach na promocję czytelnictwa.

Ale pozwólcie, że teraz sobie trochę po prostu poczytam.