blogi hellenistyczne

Kika dni temu wybrałem się* na debatę „To blog or not to blog” zorganizowaną przez Teatr Polski w Warszawie. Zestaw gości był różnorodny i imponujący, udział wzięli: Marzena Dobosz, Monika Kamińska, Bartłomiej Miernik, Wojciech Majcherek, Andrzej Tucholski, Janusz Majcherek (prowadzący).

Jak to precyzyjnie sformułowali organizatorzy była to „debata poświęcona blogom i autorskim formom wypowiedzi w internecie na tle marginalizowania roli krytyki teatralnej oraz kryzysu tradycyjnych form komentowania polskiego życia teatralnego.” Temat bardzo mi bliski między innymi dlatego, że na początku pisałem na Widowni tylko o teatrze (chociaż nie były to recenzje).

Zachęcam do obejrzenia zapisu debaty, pojawiło się w jej trakcie sporo ciekawych wątków, między innymi o braku redakcji tekstów na blogach i o tym jak czytelnicy przejmują rolę redaktorów oraz o różnicach pomiędzy opiniami o spektaklach a recenzjami – krytyką teatralną. Tym razem chciałbym się odnieść nie do konkretnych tematów poruszonych w czasie dyskusji, ale do jej struktury.

Przez całą debatę miałem niejasne poczucie, że już się z czymś podobnym zetknąłem. Dzisiaj wreszcie znalazłem. Przejście od krytyki teatralnej w mediach tradycyjnych do opinii o spektaklach na blogach to mutatis mutandis** jak przejście od kultury helleńskiej do kultury hellenistycznej. Już podaję stosowny cytat:

„Jak cała kultura helleńska, kiedy staje się kulturą hellenistyczną, traci początkowy wigor i pierwotną siłę, tak samo – i szczególnie – filozofia powiększa zasięg swego oddziaływania, ale traci głębię. Strata ta zachodzi akurat w wymiarze teoretycznym, a więc dotyczy właśnie siły i żywotności filozofii spekulatywnej. Zysk natomiast polega na tym, że filozofia, zająwszy się w istocie problematyką życia, umie dotrzeć z ważnym przekazem do bez porównania większej liczby osób.” (Giovanni Reale, Historia Filozofii Starożytnej, tom III: Systemy Epoki Hellenistycznej, Lublin 1999, s. 29-30.)

W tym opisie znajdziemy wszystko, co potrzebne do skomentowania debaty „To blog or not to blog.” Dało się zauważyć, że krytyka teatralna straciła wigor i pierwotną siłę. Najpierw skonstatowano upadek krytyki teatralnej w mediach tradycyjnych, raczej bez nadziei na odwrócenie tendencji. Potem ze sceptycyzmem przypatrywano się próbom uprawiania profesjonalnej krytyki w internecie, a już na pewno bez wiary w możliwość zarabiania na niej. Mówiono o tym, że pisanie o teatrze powiększa zasięg swojego oddziaływania (blogi), ale traci głębię. O utracie głębi mówiono nie wprost, ale mocno. Pasowałoby tu kolejne zdanie z Realego „Hellenizm zatraca wyczucie dla transcendencji, dla tego co meta-fizyczne, duchowe” i jego dopowiedzenie, że to „rozprzestrzenienie się kultury” niesienie ze sobą „nie tylko utratę głębi, lecz także utratę czystości”. Kultura która nadchodzi jest bardziej pragmatyczna, mniej spekulatywna, jest skoncentrowana na ”rozwiązywaniu problemów życiowych” (Reale).

Czego mi w debacie zabrakło to wskazania, znów parafrazując Realego, na zysk, który polega na tym, że teatr umie dotrzeć z ważnym przekazem do bez porównania większej liczby osób (między innymi dzięki blogom). Zabrakło kilku minut na wspólne (podkreślam „wspólne”, bo odosobnione głosy się pojawiały) radowanie się tym, że ludzie spoza środowiska teatralnego chcą czytać i dyskutować o teatrze. Niewiele było entuzjazmu wobec tego, że blogi mogą wzmacniać zainteresowanie teatrem, nawet jeśli publikowane są na nich tylko opinie. Może to wynika z samowystarczalności środowiska teatralnego, sam nie wiem.

Odbiegając od hellenizmu, ale pozostając przy toposie „zderzenie starej i nowej kultury”, warto zauważyć, że role w tym spektaklu tej debacie były dobrze obsadzone (nieprzypadkowo uczestnicy i uczestniczki siedzieli na scenie). Prowadzący świetnie sobie radził z rolą reprezentanta tradycyjnej, odchodzącej kultury. Z odpowiednią dawką ironii i puszczając do widza oko spoglądał na przedstawicieli nowej kultury z życzliwością i ciekawością, nie pozwalając jednak zapomnieć o dzielących ich różnicach.  Pojawiały się nawet wyrafinowane, drobne złośliwości jak w efektownym zdaniu:  „Trudno nie być narcyzem w czasach, które są tak narcystyczne.” Może to zresztą nie były złośliwości, ale efekt tego, że trudno było się uczestnikom debaty zrozumieć. Mówili innymi językami, jak to ludzie różnych kultur. Przedstawiciele „nowego, które nadchodzi” odegrali rolę nieco onieśmielonych, niepewnych wobec erudycji „starego, które przemija”, ale jednocześnie byli pełni wigoru i pierwotnej siły, bo za chwilę przecież będą rządzić światem, o ile już nim nie rządzą. Mieliśmy nawet obsadzoną trudną rolę kogoś, kto wywodzi się ze starej kultury, ale stał się entuzjastą tej nowej, przeszedł na jej stronę i teraz ani nie jest do końca akceptowany przez starych, ani w pełni nie należy do nowych.

Pamiętajmy, że to tylko analogie, ale płodne. Gdyby ktoś znalazł lepsze, chętnie je poznam. Może lepiej nadaje się do porównań schyłek Imperium Rzymskiego? Tak czy inaczej historia może nam pomóc w zrozumieniu tego, czego obecnie doświadczamy. Mi na przykład pomaga w dostrzeżeniu ciągłości między krytyką teatralną a opiniami na blogach/okresem helleńskim a hellenistycznym. A już myślenie o tym, że „epoka blogów” będzie równie klasyczna co „epoka hellenistyczna” i że przyjdą następni, którzy będą ją odrzucać, a jednocześnie z niej czerpać jest nie tylko ciekawe, ale też bardzo zabawne.

*Jeżeli zarezerwowałem sobie czas i pilnie śledziłem debatę w czasie transmisji on-line to „wybrałem się na debatę” czy nie?

**Czym byłby wpis nawiązujący do filozofii starożytnej bez przywołania zgrabnego łacińskiego zwrotu?

 

Epikur, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Rzymie, fot. Marie-Lan Nguyen, źródło: Wikimedia Commons
  • Bardzo dobrze oglądało się tę debatę i trzeba pogratulować uczestnikom (nawet panu „betonowi”, który w mojej opinii wcale taki betonowy nie był i starał się jak mógł zrozumieć ten dziwny internet), ale przez cały czas jej trwania towarzyszyło mi pytanie, czy te dwa nurty nie mogą ze sobą po prostu współistnieć? Blogi i opinie swoją drogą, a krytyka teatralna swoją. W końcu celem i tak jest komunikacja, jak słusznie zauważył pan na widowni. Ba, mogą nawet współpracować – przystępnymi, łatwymi do lektury tekstami należałoby ciekawskiego (nawet tego jednego na sto) widza złowić, zainteresować tematem, a profesjonalną krytyką ładnie podsmażyć w wymarzonego odbiorcę, który będzie świadomie napędzał podupadającą (?) sztukę teatru. Jakby się zastanowić to można to zresztą rozciągnąć na wszystkie dziedziny kultury. Nie da się tak?

    • widz

      Te dwa nurty ze sobą współistnieją. Wystarczy czytać DIDASKALIA, TEATR, teatralny.pl, blogi teatralne.A widza łowią , łowią informacje zredagowane przez PR-y teatrów umieszczane na ich stronach internetowych, na wortalach jako informacje własne i w prasie. Ale nie interesuje mnie griliowanie widza. To ma być rzetelna informacja, rzetelna krytyka, rzetelne działanie. Inaczej kłamstwo marketingowe krótki żywot będzie miało.To wszystko, o czym Pan pisze już funkcjonuje. NIHIL NOVI. Proszę czytać, a sam się Pan o tym przekona. Problem polega na tym, ze nieprawdą jest, ze kryzys krytyki wynika tylko i wyłącznie z powodu tego, że nie chcą profesjonalistów publikować. Krytyka w swej formie musi się zmienić, czy beton tego chce czy nie. Teatr wymaga obecnie nowej formy opisu, nowego podejścia, nowego języka. Dopóki ortodoksi tego nie zrozumieją, dopóty będą narzekać, że oni chcą ale ich nie chcą.Tu musi zajść zmiana. Wot problem!Powodzenia

    • Sławomir Czarnecki

      Współistnieją, mogą współpracować, ale równie dobrze możemy dostrzec tu konflikt interesów. Jego opis pojawił się na innej debacie, gdzie postawiono tezę, że dostępne bezpłatnie w internecie amatorskie recenzje „odbierają chleb” profesjonalnym krytykom. (http://teatrstary.eu/wydarzenie,307,bitwa-o-literature-koniec-mediow-koniec-krytyki)

      Także nie jest to takie jednoznaczne.

      Do koncepcji łowienia na „lżejsze treści” a potem podsuwania „trudniejszych” podchodzę z ostrożnością. Jeśli kto potrzebuje szybko opinii, na co wybrać się do teatru, to wcale nie oznacza, że potem będzie sięgał po naukowe analizy spektakli w branżowych pismach. Chociaż i tak się może zdarzyć.

      Natomiast dość poważnym problemem jest to zanik tego co pomiędzy opiniami o spektaklach na blogach, a pogłębionymi recenzjami w pismach branżowych. To znaczy giną solidne, ale popularne recenzje teatralne w mediach. Na debacie poświęcono temu niewiele czasu.

  • Z tej strony narcyz. Nie dziwię się, że tak to jest odbierane, skoro ktos poswieca duzo czasu na napisanie notki, a informacji o autorze szukam z lupą i nie znalazłam :(

    • Sławomir Czarnecki

      Odbierane, ale nie przeze mnie, żeby była jasność:)

  • Okay, oślepłam na chwilę. Już znalazlam ;)