Dlaczego oni to robią?

Cieszy mnie widok książek w Biedronce. Wyłożone w bliskim sąsiedztwie kalafiora? Nie przeszkadza mi to. Nie mają najnowszego Houellebecqa? Żaden problem. Czy kupuję tam książki? Nie. Tak samo jak nie zaopatruję się w książki w sieciach Auchan, Tesco i Leclerc.

Nie nabywam książek na zakupach spożywczych, ale prosta kapitalistyczna logika każe wnioskować, że skoro książki tam są, to znaczy, że ktoś je kupuje, opłaca się je sprzedawać. Trudno przecież podejrzewać hipermarkety i dyskonty o misyjność. Z drugiej strony wiemy, że „Polacy nie czytają”, mówi o tym wiele badań.

Jak to pogodzić? Czy firmy postanowiły obsługiwać niszowy rynek czytających? Czy ludzie kupują masowo książki na prezenty, ale obdarowani ich potem nie czytają? Przyznam, że nie rozumiem. Polacy nie czytają, nie kupują książek, czytelnictwo spada, a hurtownie pompują tony literatury do sklepów.