hashtag kultura

Spacerowałem ostatnio. W Lublinie. I przy Centrum Spotkania Kultur natrafiłem na tablicę z opisem linii programowych tej nowej instytucji kultury. Tablica była solidnie zahashtagowana.

fragment tablicy informującej o liniach programowych Centrum Spotkania Kultur w Lublinie

Jak się dobrze przyjrzeć, to sposób prezentacji programu CSK oddaje sposób organizowania treści na Wordpressie. Jest kategoria (neoplemiona) i są tagi (nowycyrk, aktywność, rozrywka, gry, hobby, pasje, inspiracje, ule).

Na marginesie, linia programowa „neoplemiona” bardzo mnie ucieszyła. Niech ktoś teraz powie, że nauki społeczne nie mają bezpośredniego wpływu na tworzenie oferty kulturalnej! Przecież to dosłowne przywołanie koncepcji Michela Maffesolego. Z drugiej strony, nowoplemiona są tu wąsko, a może nawet powierzchownie, rozumiane.

Wracając do hashtagów, na tej tablicy wydają się pustymi znakami. Nie tylko dlatego, że nie da się w nie kliknąć. Przecież oficjalny hashtag wydarzenia wydrukowany na plakacie ma sens, bo zaprasza do korzystania z niego w sieci. W tym przypadku nie ma mowy o takim zaproszeniu.

A jednak uważam, że ten zabieg nie sprowadza się tylko do nadania informacji nowoczesnego sznytu. Tak jak niegdyś wstawianie „@” w środku n@zwy wydarzenia. Żeby było współcześnie. Tutaj sens jest głębszy, niezależnie od intencji pomysłodawców tej formy prezentacji programu CSK.

Czy to nie przykład wpływu technologii na nasz sposób myślenia o świecie? O kulturze? Kultura jako baza danych, którą możemy sobie organizować (dowolnie?) za pomocą systemu tagów.

Gdy tak sobie dalej spacerowałem (po Ogrodzie Saskim, gdzie już żadnych # nie napotkałem), na myśl przyszły mi dwa teksty o hashtagach w kulturze.

Swoje własne światy organizujemy jako bazy danych, nawet mimowolnie, bazy, które z łatwością będą mogły przeczesywać maszyny. Bo takiego systemu organizacji treści, nawet niewartej archiwizowania, nauczyły nas maszyny. Dzięki nim zarchiwizować i skategoryzować możemy wszystko. Coś, co kiedyś było zajęciem niewielu, staje się szeroko rozpowszechnionym, międzynarodowym fenomenem na ogromną skalę, coś musiało stać się z kulturą. I w tych potocznych hashtagach chyba widać tego znak.

Tak pisze Jarosław Kopeć w tekście „Hashtagi, ćwierkanie i świat jako baza danych” opublikowanym na blogu Antropologia surfingu. Znajdziecie tam także informacje (naukowe) na temat genezy i funkcji hashtagów.

A jeśli cała kultura jest wielką bazą danych?

O to pyta Alek Tarkowski w tekście „Jak zostać administratorem kulturowej bazy danych” z Dwutygodnika. Wychodząc od stwierdzenia Lva Manovicha (w dobie komputerów baza danych staje się kluczową formą ekspresji kulturowej) zastanawia się nad tym, co to może oznaczać dla kulturowego kanonu.

Zostawiam Was z tymi tekstami. Mogą się przydać jako #inspiracja do #przemyślenia w czasie #spacer’u, a jest przecież #wiosna.