Jak wyznaczać sobie cele i planować przyszłość

21 listopada to Światowy Dzień Filozofii. Z tej okazji wpis nietypowy. Pomyślałem, że przyda się w internecie nawet drobna przeciwwaga dla tekstów o wyznaczaniu sobie ambitnych celów, planowaniu ścieżki kariery, zarządzaniu życiem i tym podobnym entuzjastycznym zachętom do projektowania swojej przyszłości. Wobec tego przywołuję kilka zdań ze wspomnień Władysława Tatarkiewicza:

 

„Życie me nie przebiegało według planu; planu po prostu nie miałem. Działały przyczyny, nie cele. Co najwyżej działały cele częściowe i bliskie. Decyzje zapadały nie tyle drogą wyboru („to mi odpowiada”), ile eliminacji („tego nie chcę”). A nawet wyrażenie „decyzje” nie jest ścisłe; modus vivendi ustalał się jakby sam, gdy odpadły inne możliwości, do których miałem niechęć, a przynajmniej nie miałem pociągu.

Czy więc nie miałem celów w życiu? Miałem tylko jeden, bardzo ogólny: by życie znośnie i przyzwoicie przeżyć.  A poza tym tylko cele bardzo szczegółowe: napisać taką oto książkę, opracowując temat, który mię pociągał albo był mi zadany, znaleźć mieszkanie, czy też obmyślić podróż. Natomiast nie miałem celów pośrednich: nie projektowałem, że życie poświęcę nauce, że będę pracować na polu filozofii. Zrobiło to się samo, przez wyłączenie innych możliwości czy przez nacisk sytuacji.

Moje dzieje można tak określić: raczej los kierował nimi, niż ja próbowałem kierować losem. Nie wstydzę się tego, choć zapewne nie doceniałem możliwości jednostki w jej zapasach ze zdarzeniami.

Nie ja kierowałem warunkami życia, lecz warunki mną kierowały i to okazało się korzystne. Niczego szczególnego się nie spodziewałem, na wiele różnych losów byłem gotów się zgodzić.

Nie mając planów, niczego od ludzi i losu nie oczekiwałem, i to było źródłem spokoju, a spokój – zadowolenia. Dziś, gdy to wszystko dawno minęło, nie mam wątpliwości, że to było na swój sposób dobre.”

Teresa i Władysław Tatarkiewiczowie, Wspomnienia, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979 (wydanie pierwsze), s. 180-181, dwa ostanie akapity: s. 140.

 

 

 

  • No cóż. Życie to ciągłe zmaganie się z czymś. W pierwszych latach szkoły, różne, późnej praca. Dobrze jak robimy to co nam odpowiada, nas pociąga, i cieszy. Gdy daje nam satysfakcję.Dalej idąc spotykamy uczucia.Czy to napewno to, myślimy?? Przychodzą na świat dzieci i zaczyna się ciągłe zmartwienie . Aby były zdrowe, dobrze odzywione, , ubrane , dostały się do dobrych szkół . Rosną dzieci i problemy. A zycie nie zwalnia biegu. Gdy wreszcie dzieci sie usamodzielniły, gdy doczekalismy emerytury, myślisz wreszcie odpoczniemy i zajmiemy się sobą.Nareszcie będzie czas na pasje, na które nie miałeś go wcześniej. Nic bardziej mylnego. Dzieci się usamodzielniły , ale!!!!!!!!!! Szukają lepszego mieszkania, przychodzą na śwat wnuki, rosną, zaczynają szkołę i cykl się powtarza. W wielu wypadkach i dzieci i wnuki oczekują pomocy dalszej.I kiedy odpoczniesz????Kiedy bedziesz miał czas na swoje pasję????
    JUż wiesz!!!!!!!!!!!!

  • e.

    :-) chyba też kupię te wspomnienia :-) bardzo optymistyczny tekst, w dzisiejszym świecie który zmusza do stawiania sobie celów, w którym przyznanie się do braku celów w życiu może grozić wykluczeniem :-) Dobre. Pozostaje pytanie czy to było życie bez celu i czy można faktycznie bez celu zdrowo funkcjonować? To tylko wycinek całości który jak zrozumiałam dotyczy bycia filozofem, osobą związaną z nauką, że to nie było celem a się stało niejako …. przy okazji

  • Pingback: Jak pisać dobre teksty? Stosuj się do jednej prostej zasady. | widownia()