Jak zatrzymać spadkowy trend w czytelnictwie?

Jak zatrzymać spadkowy trend w czytelnictwie? Właśnie poznałem jeden ze sposobów. Trzeba napisać, że spadkowy trend w czytelnictwie został zatrzymany.

Kilka dni temu świat (osób zainteresowanych czytelnictwem w Polsce) obiegła wiadomość na temat wyników badania „Stan czytelnictwa w Polsce w 2014 roku”. Dokładniej, ta wiadomość dotyczyła jednocześnie wyników badania i efektów realizacji Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2014 – 2020.

Pierwsze zdania informacji brzmiały tak: „Zatrzymanie spadkowego trendu w czytelnictwie – odsetek osób deklarujących czytanie wzrósł o 2,5 proc. Systematyczny wzrost nakładów MKiDN na czytelnictwo – w 2014 r. przeznaczono na ten cel 120 mln zł, to 60 % więcej niż w roku poprzednim i prawie 4 razy więcej niż w roku 2011. To najważniejsze efekty dotychczasowej realizacji Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2014 – 2020.”

Czy też Wam się wydaje, że „zatrzymanie spadkowego trendu” w 2014 roku jest uznane za efekt programu, który ruszył w 2014 roku? Zostawmy to, jest bardziej zasadnicza sprawa.

W samym raporcie znajduję taki fragment: „Jak już wspomniano, wskazania respondentów, pomimo drobnych odchyleń procentowych, oscylują wokół zbliżonego poziomu. Metoda pomiaru – zbierane w trakcie ogólnopolskiego sondażu deklaracje respondentów ex post dotyczące czytanych przez nich rodzajów tekstu – ma swoje ograniczenia, związane zwłaszcza z pamięcią respondentów. Co więcej, kilkuprocentowe wzrosty lub spadki zaobserwowane w poszczególnych latach mogą być zniwelowane w kolejnych pomiarach. W 2014 roku przeczytanie co najmniej jednej książki w ciągu roku zadeklarowało 41,7% respondentów, a więc o 2,5% więcej niż w 2012 i o 2,3% mniej niż 2010 r.”

„Wzrosty lub spadki mogą być zniwelowane”, „oscylują wokół zbliżonego poziomu”, „o 2,5% więcej niż 2012 i o 2,3% mniej niż w 2010” – gdzie to zatrzymanie trendu? Nie wiem.

Trochę szkoda, bo raport jest rzetelny i bogaty w dające do myślenia treści.

Na przykład taka, bliska sercu marketera, informacja: „Istnieje jednak grupa potencjalnych odbiorców książek, którzy czytając je rzadko lub wcale, nie odwiedzają typowych księgarń, lecz mogą spontanicznie zdecydować się na zakup i lekturę tytułu, który zobaczą przy okazji kupowania czegoś w kiosku lub codziennych zakupów w osiedlowym supermarkecie. Być może słyszeli o tej książce od znajomych lub zapamiętali jej reklamę i teraz mają okazję niezobowiązująco przejrzeć ją i odłożyć, jak w księgarni samoobsługowej, lub kupić bez konieczności fatygowania się do księgarni lub Empiku (do których raczej nie mają zwyczaju zaglądać). Łatwość zakupu książek przy okazji innych zakupów wydaje się odpowiadać potrzebom wielu odbiorców, o czym świadczy trzykrotny wzrost popularności supermarketu jako źródła zakupu książek między 2010 a 2014.” Stawia to w nieco innym świetle wyrazy oburzenia wobec degradacji książki do roli „zwykłego towaru” sprzedawanego w supermarkecie.

Albo takie otrzeźwienie dla entuzjastów internetu jako sposobu na rozwiązanie wszystkich problemów: „Chociaż sieć ułatwia nam dostęp do wszelkiego rodzaju literatury, sam dostęp nie zachęca nas do czytania. Dłuższe teksty w internecie czytają zwłaszcza osoby sięgające po książki i prasę tradycyjną. (…) Najbardziej zaangażowanymi czytelnikami online są respondenci, którzy odebrali tradycyjne książkowe wychowanie.”

Ale z drugiej strony, jest i optymistyczny trend (w tym przypadku są podstawy do mówienia o trendzie): „Systematycznie rośnie popularność e-booków, audiobooków oraz dłuższych tekstów czytanych w formatach elektronicznych. E-booki i audiobooki znajdują się już w co dwunastej domowej biblioteczce. Przeczytanie dłuższego tekstu w formacie elektronicznym (a więc bez użycia papieru) deklaruje prawie co trzeci respondent (32%)”.

Pozytywnych informacji jest zresztą więcej: „Wyraźniej jeszcze należy podkreślić fakt, że socjalizacja do czytania młodszych respondentów przebiegała inaczej niż ich rodziców, skuteczniej redukując wyjściowe różnice statusowe. (…) Kolejną istotną zmianą międzypokoleniową jest
zmniejszenie silnego gender bias (czy też związanych z płcią różnic wychowawczych) – zjawiska faworyzującego dziewczęta w rodzinnej socjalizacji czytelniczej.”

Sporo tego, zachęcam do (dłuższej) lektury raportu. Warto też zajrzeć do sensownego komentarza Magdy Majewskiej do wyników badania.

A wracając do „zatrzymania trendu”. Potwierdza to tylko, że informacje i artykuły na temat badań trzeba z zasady traktować z podejrzliwością. I drążyć. Dzięki temu zamiast wątpliwej jakości haseł dostaniemy wartościowe treści.

Jeśli zainteresowała Ciebie podejrzliwa lektura informacji o wynikach badań, znajdziesz ją w tych wpisach:
Kultura? To nie dla Polaków
Polacy nie interesują się kulturą