Jaki styl życia wybrać?

Pojęcie „styl życia” funkcjonuje od dawna w naukach społecznych. Służy opisowi, na przykład, dla Andrzeja Tyszki (definicje podaję za słownikiem Obserwatorium Żywej Kultury) to „kulturowo uwarunkowany stopień i sposób zaspokajania potrzeb i realizowania aspiracji za pomocą możliwości i prerogatyw wynikających z zajmowanej pozycji ekonomicznej i społecznej” (1971), według Andrzeja Sicińskiego „zakres i formy codziennych zachowań jednostek lub grup, specyficzne dla ich usytuowania społecznego, tzn. manifestujące położenie społeczne oraz postrzegane jako charakterystyczne dla tego położenia, a dzięki temu umożliwiające szeroko rozumianą społeczną lokalizację innych ludzi” (1976), a dla Barbary Fatygi „kulturowo uwarunkowany sposób realizacji potrzeb, nawyków i norm” (2010). Jak widać, pojęcie naukowe, dalekie od codziennego życia.

„Styl życia” stał się też poręcznym narzędziem dla marketerów. W końcu produkty i usługi można podsuwać jako istotne znaki stylu życia, który zresztą z czegoś, co się ma (a co badacze mogą potem opisać) staje się czymś, co się konstruuje (co również badacze mogą opisać i opisują). Na przykład tak jak, Anthony Giddens czyni to w książce „Nowoczesność i tożsamość„:

W warunkach późnej nowoczesności każdy ma jakiś styl życia, i w dodatku jest do tego w istotnym sensie zmuszony: nie ma wyboru – trzeba wybierać.

W mniejszym lub większym stopniu projekt tożsamości zaczyna przekładać się na projekt posiadania pożądanych dóbr i dążenie do osiągnięcia sztucznie skonstruowanego stylu życia.

W podobnym duchu pisze Wojciech Burszta w zbiorze tekstów „Ścięgna konsumpcyjne„:

Styl życia stał się strategią życiową, ramą interpretacyjną konsumenckich wyborów, sugeruje swobodne decyzje co do symbolicznych i estetycznych przyjemności wypełniających sens udanego i zmiennego w treści life style. Główna zasada stylu życia nakazuje wybierać, by nie tylko po prostu żyć, ale demonstrować styl tego życia.

Stało się jednak coś dziwnego. To, co się po prostu robi stało się tym, co się nie tylko robi z pełną świadomością, ale na dodatek afirmuje, z czym się utożsamia. „Styl życia” z kategorii opisowej, używanej przez naukowców, zaadaptowanej przez marketerów, stał się kategorią akceptowaną, pozytywnie wartościowaną przez samych badanych/ klientów.

Nawet na podstawowym poziomie, to zdumiewające, że język opisowy stosowany przez badaczy przenika się w tak dużym stopniu z językiem używanym przez badanych. Nikt przecież nie mówi „byłem wczoraj na meczu i odtwarzałem wspólnotę symboliczną” lub „może masz ochotę na mały rytuał konwersacyjny, który podtrzyma łączące nas więzi społeczne”? Raczej nie mówi się też „idę jutro do sklepu, żeby kupić telefon, który podkreśli moją kreatywność i pragnienie niezależności” lub „te buty to znak mojej wiary w to, że trzeba być wiernym sobie i realizować marzenia”.

Ale już o „stylu życia”, „zarządzaniu życiem”, „projektowaniu życia”, a nawet „strategii projektowania życia” mówi się wprost. I pisze. Istnieje nawet osobna kategoria blogów lifestylowych.

Oto kilka przykładów. Design your life to:

blog lifestylowy, będący zbiorem moich inspiracji do prowadzenia kreatywnego życia.

Life managerka to:

blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem – począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

Od razu po wejściu na blog Andrzeja Tucholskiego przeczytamy słowa:

Strategie Projektowania Życia. Skuteczne, oparte o wiedzę i przetestowane specjalnie dla Ciebie.

Stay Fly to:

blog o stylu życia w miejskim klimacie, na którym pojawiają się takie tematy jak muzyka, film, podróże, jedzenie, ciuchy, sprawy damsko-męskie, czy komentarze do aktualnych wydarzeń.

Zaś na blogu lifestylowym SIMPLICITE znajdziemy:

teksty o zdrowym, szczęśliwym życiu w rytmie slow, wnętrzach i ukochanych podróżach przeplatają się z moimi pomysłami na DIY oraz minimalistyczną i etyczną modę.

Ciekawa jest ta wędrówka pojęć od świata naukowego i marketingowego do świata życia codziennego. Interesująca i nic więcej. Ale już to, czemu taka afirmacja „projektowania swojego życia” może służyć i co z nami robi, jest nie tylko intrygujące, ale też niepokojące.

Wydaje się, że „styl życia”, „zarządzanie”, „projekt”, „strategia” gdy przenieść je do życia codziennego, odnieść wprost do siebie, tracą swoją niewinność i neutralność. Te pojęcia w jakiś (trzeba by się głębiej zastanowić, w jaki dokładnie) sposób określają, może redukują rozumienie siebie i świata. Jeśli granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata to jedynym sposobem jego przeżywania staje się (raczej pozornie) racjonalnie „projektowanie” swojego życia. Na dodatek głównie wyrażające się w dokonywaniu konsumpcyjnych wyborów.

Renata Salecl w książce „Tyrania wyboru” zauważa:

Kiedy gloryfikuje się wybór jako najważniejszy mechanizm kształtowania swojego prywatnego życia, pozostaje niewiele miejsca na krytykę społeczną.

To jest istotne pytanie: czy żyjesz, czy projektujesz swoje życie? Ale zanim zaprzęgniemy do rozważań egzystencjalizm, filozofię dialogu, szkołę frankfurcką i co tam jeszcze się przyda do analizy, wróćmy na chwilę do blogów lifestylowych. Możliwe jest mniej skomplikowane wyjaśnienie ich fenomenu, które prawdopodobnie stosuje się do części z nich. Zastosowanie szerokiej kategorii „styl życia” jest po prostu dobrą strategią pozyskiwania szerokiego grona reklamodawców.