kultura i sztuka

Uff, prowadzenie seminarium Kultura czy sztuka? już za mną. Cieszę się z tego, że była dyskusja, różnice zdań. Pojawiły się także elementy zgody. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w spotkaniu. Każdy głos w dyskusji dał mi do myślenia. Do tematu będą na pewno wracał, rozwijał wątki w nawiązaniu nie tylko do seminarium, ale również wystąpień, których wysłuchałem w czasie festiwalu. Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy, przygotowałem krótki przewodnik po moich blogowych zmaganiach z kulturą i sztuką.

Wersja easy:
Jeżeli macie czas na przeczytanie tylko jednego wpisu, zajrzyjcie tu.

Wersja pro:
Jeżeli chcecie poznać całą opowieść – było to tak:

Już w 2009 roku, podczas Kongresu Kultury Polskiej zacząłem odczuwać lekki niepokój związany z tym, co ludzie kultury sądzą o publiczności (kongres – sportowe emocje). Zacząłem też dostrzegać, że przedstawiciele antropologii kultury i socjologii widzą wiele spraw inaczej niż ludzie kultury, czy może dokładniej elity świata kultury i sztuki (kongres – badacze przychodzą z odsieczą).

Temat nie dawał mi spokoju, wróciłem do niego na przykład w kontekście kulturalnego edukowania dorosłych (Szpinakowe ciasteczka). Aż przyszedł następny kongres, tym razem Europejski Kongres Kultury, na którym zrozumiałem, że z zatarciem granic między kulturą wysoką i niską nie jest do końca tak, jak się o tym pisze (Następny Kongres Kultury – Penderecki i Rubik?).

Pytanie Kultura czy sztuka? zadałem pod koniec roku 2011. Potem nastąpił długi namysł, po którym nie pozostał żaden ślad w internecie (w skrócie: porzuciłem blog).  Z letargu wytrąciło mnie Euro 2012 (Superczułe Narzędzie do Pomiaru Kapitału Społecznego). Ostatnio moja obsesja przybrała na sile. Oto seria wpisów o kulturze wysokiej (wybrany wątek rozważań o relacji kultury i sztuki), gdzie głoszę jeszcze większe herezje, niż te wypowiedziane na seminarium:

Uwaga: nadlatują meteoryty!

God Save The Queen

fajny hip-hop, bo taki poetycki

Konfrontacje Nisz Kulturowych

Jeszcze bonus dla tych, którzy uczestniczyli w seminarium i przeczytali cały wpis. Wspominałem o dzielnicowym turnieju Counter-Strike, tu można dowiedzieć się o nim więcej. Na zachętę fragment wprowadzający trochę zamieszania w nasze rozważania o sztuce w kontekście kapitału społecznego:
„Czy jednak imprezy z pełnymi przemocy grami w roli głównej to odpowiedni sposób, aby zmieniać wizerunek dzielnicy? – Wbrew pozorom takie gry uczą pozytywnych cech – współpracy zespołowej, z którą u naszej młodzieży nie zawsze jest najlepiej – odpowiada Kluz. Pan Marcin dwa razy w tygodniu prowadzi w Gościnnej Przystani kafejkę internetową, na której młodzież może pograć w Counter-Strike’a. Warunkiem uczestnictwa w zabawie jest udział w bezpłatnych zajęciach z podstaw informatyki. Nauczycielem jest również pan Marcin.”