Mam, ale nie dam. Chyba że ładnie poprosisz.

Jesteś autorem. Publiczna instytucja kultury zleca Tobie napisanie artykułu do antologii tekstów. Publikacja jest darmowa i dostępna w internecie. Właśnie się ukazała, Ty się bardzo cieszysz, a że prowadzisz blog, to chcesz podzielić się z Twoimi czytelnikami swoim tekstem. Nie możesz. Przecież nie masz już praw do tego artykułu. Musisz go usunąć z blogu i przyznaj – trochę Ciebie poniosło. To pewnie przez to, że pisałeś o wolnej kulturze do tomu o animacji kultury i nowych mediach, a w tej samej publikacji ukazał się również tekst o otwartych zasobach i licencjach Creative Commons.

Uznajesz swój błąd, zapomniałeś, że w umowie nie było mowy o wolnych licencjach. Mimo wszystko sytuacja wydaje się Tobie dziwna, czemu dajesz wyraz na facebookowym profilu swojego blogu. Gdzie spotykasz się ze stanowczą odpowiedzią Twojego zleceniodawcy: „Publikacja nie została wydana na CC, wszystkie teksty zostały stworzone na zlecenie (…), które jest wydawcą publikacji. W związku z tym, to (…) ma prawa do wszystkich tekstów. Prosimy o kontakt z redakcją w sprawie udostępniania całości tekstów i publikowania ich samodzielnie nie jako część publikacji.”

Pewnie myślicie sobie „co za wydumany przykład”. Nic z tych rzeczy, opisałem powyżej przygodę Grzegorza Stunży, który prowadzi blog Edukator Medialny i jest autorem tekstu „Edukacja zaangażowana: (nowe) media w projektach kulturalnych” opublikowanego w zbiorze „Nowe media + animacja kultury” wydanym przez Narodowe Centrum Kultury.

Przykład prawdziwy i świetnie ilustrujący dlaczego ustawa o otwartych zasobach publicznych jest potrzebna. Zamieszanie wokół tekstu pokazuje też, że licencje Creative Commons naprawdę ułatwiają obieg treści i są korzystne także dla autora.

Z satysfakcją (bo pisałem o tym niedawno) dodam, że opisana sytuacja przemawia za przygotowaniem akcji informacyjnej dla instytucji kultury na temat otwartych zasobów i licencji Creative Commons (oraz innych sposobów wolnego licencjonowania). Widać przecież, że Narodowe Centrum Kultury nie miało złych intencji, co więcej, nie zamierzało zarabiać na zamówionych dziełach. Po prostu zapomniano/nie pomyślano o tym, że publikację warto udostępnić na wolnej licencji. Warto, a nawet powinno się.

Nie widzę powodów dla których publiczna instytucja nie miałaby być zobligowana do udostępnienia zamówionego utworu na wolnej licencji, gdy:

– autor otrzymał godziwe wynagrodzenie,

– nastąpiło (pełne) przeniesienie praw majątkowych do utworu.

Takie udostępnienie jest korzystne również dla autora i to na bardzo praktycznym poziomie. Ma przecież do wyboru:

– przeniesienie praw majątkowych bez publikacji na wolnej licencji, czyli „sprzedałem tekst i nie mogę go nawet opublikować na swoim blogu bez specjalnej zgody zamawiającego”,

– przeniesienie praw majątkowych z publikacją na wolnej licencji, czyli „sprzedałem tekst i mogę go swobodnie publikować, przerabiać, a nawet (o zgrozo) być może jeszcze raz dzięki niemu zarobić.”

Współczuję Grzegorzowi Stunży, ponieważ niedawno byłem w podobnej sytuacji. Również napisałem, na zamówienie publicznej instytucji kultury, artykuł do antologii tekstów. Gdy tylko publikacja się ukazała z radością podzieliłem się swoim tekstem z czytelnikami Widowni. Miałem więcej szczęścia niż autor Edukatora Medialnego, bo wydawnictwo zostało udostępnione na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa. Na tych samych warunkach 3.0.

Opisywanie kryzysów na blogach zazwyczaj ma wydźwięk negatywny. Dlatego zakończenie tego wpisu będzie pozytywne.

Doceniajmy szybką reakcję i dobrą wolę Narodowego Centrum Kultury, które w facebookowej dyskusji deklaruje: „Do tej pory nie wydawaliśmy publikacji na CC ale na pewno wyciągniemy wnioski.”, „dziękujemy za zwrócenie słusznie uwagi na ten paradoks, będziemy nad tym pracować.” Pochwała dla NCK należy się także za inicjatywę zorganizowania Ogólnopolskiej Giełdy Projektów, efektem której jest publikacja „Nowe media + animacja kultury”.

Doceniajmy także publiczne instytucje kultury które dobrowolnie udostępniają treści na wolnych licencjach. Zwróćmy uwagę na to, że otwartość ułatwia obieg treści i jest korzystna dla autora.

Na (pozytywny) koniec: polecam publikację „Nowe media + animacja kultury” – znajdziecie tam sporo interesujących tekstów na temat nowych mediów w kulturze. Otwartej kulturze.