Po co nam centrum czegokolwiek?

Kiedy myślimy o centrach kultury, warto zachować ostrożność, ponieważ łatwo stać się niewolnikiem języka i metafor. Jeżeli o kulturze nie mówimy już w kategoriach centrum, kanonu, skoro używamy metafor sieci i nisz, to czy nazwa „centrum kultury” nie jest anachroniczna? Co ważniejsze, czy to przestarzałość na poziomie języka, czy na poziomie funkcji, które spełnia instytucja? Czy centrum kultury jest potrzebne?

Widzę tu dwa różne zagadnienia. Jedno dotyczy specyficznej formy organizacji, jaką jest centrum/dom kultury. Dom kultury z definicji obejmuje różne dziedziny sztuki, stawia na edukację i aktywność odbiorców. W tym przypadku pytanie o „centrum” to poddanie w wątpliwość, czy dom kultury jest jeszcze w stanie promować kanon, zajmować się pełnym zakresem kulturalnych aktywności.

Drugie pytanie ma szerszy wymiar i odnosi się do wszystkich instytucji kultury, szczególnie tych, które nazywamy artystycznymi. To pytanie o nowy typ instytucji kultury. Czy nadal powinny istnieć jednofunkcyjne, wyspecjalizowane instytucje, takie jak filharmonie, opery, teatry dramatyczne? Organizacje, które zajmują się jedną dziedziną sztuki i w tym sensie są tradycyjne.

Widzimy przecież coraz wyraźniej tendencję do przekształcania takich miejsc w centra kultury. Oczekuje się od tych instytucji nie tylko tworzenia i prezentowania sztuki, ale również edukowania, animowania i angażowania społeczności, inicjowania debat, bycia miejscem spotkań. Z jednej strony to pozytywny trend. Możemy w tych instytucjach napić się kawy, jest przyjemnie, są spotkania, dyskusje, ale z drugiej strony następuje rozmycie ich funkcji, zatarcie tożsamości. Nieprzypadkowo wspominam o kawie, która tak bardzo irytowała Franka Furediego, gdy w książce „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?” krytykował koncepcję biblioteki jako miejsca spotkań.

Dotychczas, wbrew brytyjskiemu socjologowi, byłem zwolennikiem przejścia tradycyjnych instytucji od jedno do wielofunkcyjności. Sądziłem, że powinny podążać za zmianami kulturowymi. Na przykład teatr powinien stać się miejscem, gdzie nie tylko ogląda się przedstawienia, ale także spędza czas. Gdzie odbywają się warsztaty, debaty, wystawy, koncerty, wspólne gotowanie… Nie podzielam konserwatyzmu Furediego, ale zastanawiam się, czy na pewno jest to dobra interpretacja kierunku zmian? W kulturze popularnej zachodzi przecież daleko idąca specjalizacja. Fani Gwiezdnych Wojen, gdy już zajmują się swoim ukochanym uniwersum, to skupiają uwagę tylko na nim. Jeżeli nie ma centrum, pozostały nam tylko nisze. Mogę zainteresować się dowolnie niszowym zjawiskiem, znaleźć ludzi, którzy fascynują się nim podobnie jak ja i zgłębiać temat. Ten jeden, konkretny. Tak działa teraz kultura, jednak od filharmonii oczekujemy, że będzie szła w innym kierunki i starała się zajmować wszystkim.

Zaczynam przekonywać się do tego, że lekcja dla instytucji płynąca z przemian uczestnictwa w kulturze jest radykalnie odmienna. Może nie chodzi o wielofunkcyjność, a o specjalizację? To prawda, że współczesny odbiorca kultury jest wszystkożercą, może być równocześnie fanem Gwiezdnych Wojen i miłośnikiem opery. Co nie oznacza, że chciałby, aby ta sama instytucja zajmowała się zlotami fanów science-fiction i wystawianiem oper. Podobnie, gdy naszego wszystkożercę najdzie ochota na włoską kuchnię, wybierze raczej klimatyczną trattorię, a nie restaurację serwującą pizzę, bigos i sushi.

W tym sensie tradycyjne instytucje kultury nie mogą już dalej być centrami: jedynymi miejscami, w których możliwy jest kontakt z kulturą . Nie strzegą już kanonu. Podobnie domy kultury nie mogą już być centrum, które jest w stanie zgromadzić pod jednym dachem wszelkie aktywności i zaspokoić wszystkie potrzeby kulturalne. Instytucje te powinny raczej rozpoznawać i docierać do nisz obecnych w ich otoczeniu – dopełniać obraz. Zamiast się rozpraszać, może warto się skupić?

 —-

Tekst pochodzi z publikacji „Po co nam centra kultury?” pod redakcją Olgi A. Marcinkiewicz i Grzegorza Kondrasiuka wydanej przez Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy.

Publikacja jest dostępna na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa. Na tych samych warunkach 3.0